piątek, 30 września, 2022
WIĘCEJ

    Misja Victoria

    Warto przeczytać

    Karta pobytu na terenie Polski. Decyzja negatywna – jak się skutecznie odwołać?

    Dotykając tematu legalizacji, mówimy przede wszystkim o dokumentach potwierdzających prawo do pobytu długoterminowego na terytorium państwa osoby...

    „Odrzucenie spadku z Polski przez spadkobiercę zamieszkałego za granicą”

    Główną przyczyną odrzucenia spadku przez spadkobiercę jest chęć uniknięcia obciążenia długami spadkowymi lub przekazania spadku dalszym spadkobiercom....

    Znani, nieznani? Krótka historia Polaków, którzy podbili świat

    Burzliwa historia naszego kraju na przestrzeni ostatnich wieków, poza wieloma następstwami politycznymi, geograficznymi, czy gospodarczymi, zawsze generowała...

    W 2016 r. trójka pasjonatów i polskich emigrantów w Anglii, zrealizowała swoje marzenie i założyła klub. Ich piłkarska córka  – Victoria Londyn skończyła  niedawno 5 lat. Czy udało się zrealizować zaplanowane na początku cele sportowe i społecznościowe? Jakie barwy wybiorą chłopcy z polskich rodzin wychowani w innym kraju? Jak bardzo sport zbliża na obczyźnie?

    Rozmawiamy z Jakubem Malczukiem, zawodnikiem i działaczem PFC Victorii.   

    Zacznijmy stricte od sportu. Jak Wam się wiedzie?

    W dwa lata po założeniu drużyny wygraliśmy swoje rozgrywki. W trzecim roku zdobyliśmy puchar Ligi. Oczywiście mówimy o niskim, amatorskim poziomie, ale dla nas ma to dużą wartość. Później plany pokrzyżowała wszystkim pandemia. Zaczynaliśmy dobrze, a nagle wszystko odwoływano i uniemożliwiano nam grę oraz treningi. W czwartym sezonie zagraliśmy tylko 5 meczów. To destabilizowało plany. Ale w sumie nie to było najważniejsze.

    A co było ważniejsze ?

    Od samego początku chcieliśmy integrować się wokół sportu. Skupić chłopaków pracujących w Londynie lub okolicach i zapewnić im jak najlepsze warunki do treningu. A przy tym pielęgnować polskość, tradycje, obyczaje. Chcieliśmy stworzyć taką typowo polską szatnię. Z przyjaźniami, szyderką i z disco polo. Ważne było być po prostu ze sobą i rozmawiać w naszym języku, a przy tym grać w piłkę, ruszać się. Wszystkim pomagało to w trudnych chwilach na emigracji. A przez klub przewinęło się i wciąż przewijają się piłkarze grający na poziomie centralnym w Polsce. Kilka znanych nazwisk. Jak wielu z nas, losy rzuciły ich do pracy za granicę, a że ciągnie wilka do lasu – trafiają do klubu.

    O nazwiskach rozmawiać nie będziemy, ale chyba nie stworzyliście klubu-enklawy tylko dla Polaków?

    Nie, absolutnie. Mamy polski rodowód i tak będzie zawsze, ale jesteśmy otwarci na wszystkich. Na emigracji różnice narodowościowe się zacierają. Mieliśmy w drużynie kilku chłopaków z innych krajów, a obecnie naszym rodzynkiem jest Afgańczyk i bardzo się lubimy. Uczymy się od siebie. Kultur, zwyczajów, tradycji. I jest to bardzo fajne.

    Jak trenujecie?

    Przeważnie dwa razy w tygodniu po 18.00, a później mecz w weekend. Pamiętajmy, że sport jest ważnym, ale jednak tylko dodatkiem do życia. Wszyscy nasi piłkarze normalnie pracują. Co ciekawe jesteśmy zżyci nie tylko na boisku, ale również poza nim. Pracujemy w firmie budowlanej jednego z naszych właścicieli i założycieli klubu. Tworzymy tam mniejsze drużyny, ale żeby były dobre efekty, zgranie w pracy jest równie ważne co na murawie.

    Jak duża jest Wasza społeczność?

    Jeśli chodzi o zawodników to w kadrze jest obecnie 40. Mecz jest okazją do spotkania naszych rodzin oraz kibiców. Nie oszukujmy się – możliwość wyboru spotkań piłkarskich na najwyższym poziomie w Londynie i w okolicach jest po prostu kosmicznie wielka. Nie przyciągamy setek fanów na trybuny. To święto dla nas i naszych bliskich. Szacuje się jednak, że w Anglii mieszka już milion Polaków, więc potencjał do zagospodarowania mamy spory. Dobrym wyznacznikiem zainteresowania naszym klubem jest Facebook, dzięki któremu mamy kontakt z kibicami. Tutaj skupiamy prawie 6 tysięcy osób. W większość Polaków na emigracji.

    W Anglii dorasta pokolenie pierwszej, dużej fali emigracji wychowanej już na Wyspach.

    Tak, rzeczywiście. Już niedługo trenerzy naszych reprezentacji młodzieżowych będą mieli z czego wybierać. W akademiach klubów profesjonalnych jest wielu chłopaków wychowanych w typowo polskich rodzinach, ale szkolonych już wedle tutejszego systemu i trenerów. I u nas mamy kilku młodych zawodników. Co ciekawe między sobą porozumiewają się po angielsku, ale wszyscy bardzo dobrze mówią po polsku i ze starszyzną rozmawiają już w naszym języku . Rodzice dbają, by nie tracili kontaktu z językiem i naszymi tradycjami, ale wiadomo jak jest. Wychowywali się, uczyli już w brytyjskim środowisku, więc siłą rzeczy łatwiej im komunikować się w tym języku.

    Ale za chwilę Ci najlepsi staną przed dylematem. Grać z Orzełkiem na piersi czy reprezentować drugą ojczyznę.

    To znak czasu i indywidualna decyzja każdego z nich. Oczywiście rodzice mogą coś sugerować, rekomendować, ale według mnie powinna być to indywidualna decyzja i nie będziemy mogli mieć pretensji, jeśli wybiorą grę dla Anglii.

    Gracie w lidze, w której skupione są drużyny angielskie, ale również inne ekipy stworzone na wzór Waszej, czyli emigrantów z innych krajów. Czy na boisku nie dochodzi przez to do nieporozumień, wypominania kraju pochodzenia lub obrażania na tym tle?

    Ci, którzy grali w piłkę wiedzą, że na boisku w przypływie emocji mówi się różne rzeczy. Niekoniecznie mądre i kulturalne. Najważniejsze jednak, że po meczu przybijamy piątki i dziękujemy sobie za grę. Ostatnio graliśmy z drużyną w 100% angielską. Na boisku leciały iskry, a po meczu wszyscy z przyjemnością wypiliśmy piwo i pogadaliśmy o różnych sprawach. Sport integruje różne narody i kultury.

    Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

    Bardzo ambitne. Oczywiście chcemy poprawiać się sportowo, awansować, budować coraz lepszy zespół, szkolić i wychowywać młodzież. Chcemy również wciąż dbać o naszą społeczną misję. Nigdy nie zapomnimy miejsca pochodzenia. Rozwijamy się na różnych polach. Jeden z naszych właścicieli buduje właśnie ośrodek sportowy w jednej z dzielnic Londynu. To jego oczko w głowie. To będzie ewenement, że klub z niższej ligi będzie dysponował swoimi boiskami, stadionem i halą do siatkówki czy koszykówki. Dzięki temu nasze perspektywy są naprawdę dobre i pozwolą zrobić dużo dobrego dla lokalnej społeczności.

    A za czym związanym z Polską najbardziej tęsknisz na emigracji?

    Oczywiście za rodziną. Może dlatego jesteśmy tutaj w PFC tak blisko siebie, bo jesteśmy dla siebie jak rodzina.

    Rozmawiał: Marcin Pawul

    źródło zdjęć : Fot. PFC Victoria Londyn

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!
    Proszę podać swoje imię tutaj

    Najnowsze

    Dni Polskie w Czechach (06-09.10.2022)

    Kongres Polaków w Czechach serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych do udziału w Dniach Polskich 2022 w dniach 6-9...

    Polacy na Litwie – spadkobiercami dziedzictwa I RP

    W Wilnie rozpoczyna działalność Instytut Polskiego Dziedzictwa Narodowego na Litwie W niecałe pół roku – od marca do września...

    Uroczystości w Lommel, Belgia ku czci żołnierzy gen. Maczka, 25.09.2022 r.

    Tradycyjnie, w ostatnią niedzielę września, odbędą się uroczystości upamiętniające wyzwolenie Belgii przez żołnierzy generała Stanisława Maczka na polskim cmentarzu wojennym w Lommel...

    Premiera projektu Wirtualne Muzeum 2 Korpusu Polskiego

    W dniu 15.09.2022 r. w Wilnie na Zjeździe Rady Polonii Świata odbyła się premiera projektu Rady oraz Fundacji Polska360 – Wirtualne Muzeum...

    Zjazd Rady Polonii Świata, Wilno 2022

    W dniach 15-18.09.2022 r. odbywać się będzie w Wilnie (Litwa) Zjazd Rady Polonii Świata (World Polonia Council) – federacji zrzeszającej organizacje Polonii...

    Zobacz także